PRACOWNIA TKACKA

DSC_0170

Foluszkowicze,
z radością informujemy, że prace przy pracowni tkackiej zostały zakończone! Nie udałoby się to bez pomocy Kitty Tuip i Theo Hoeijmakers, jeszcze raz serdecznie dziękujemy za Wasze wsparcie! Już wiosną zapraszamy na nowe zajęcia z tkania!

Foluszkowicze,
we are happy to announce that the work at the weaving workshop has been completed! Kitty Tuip, Theo Hoeijmakers, without your help, this would not have been possible! Once again, thank you for your support! This spring we invite you to attend new weaving classes!

Przywołanie ducha (Rytuał przejścia)

16_01_2018_Dziki_Gon_cz1

Foluszkowicze!
Przed nami najniebezpieczniejsza z dotychczasowych przygód. Gdy jeden z braci wyruszy, by odnaleźć czarownicę, która rzuciła klątwę na Dąbrówkę, drugi będzie starał się zdobyć kolejne składniki do eliksiru. Czy powiedzie im się ta misja? Walka z siłami pierwotnymi i magią zapowiada się niezwykle trudno, jednak nie zraża to naszych wojowników. Niech bogowie mają ich w swojej opiece!

Przywołanie ducha (Rytuał przejścia)

Gdy Snowid wyruszył w swoją daleką podróż, poszukując prawdy, Dąbrówka, Bronimir i druid namawiali się, co począć dalej. Gród i jego demony były uśpione pod grubą warstwą śnieżnego puchu, gdyż nadszedł czas stagnacji. Gospodarz, pod nieobecność brata, zajmował się pracami domowymi, doglądał zapasów, naprawiał sprzęty i ubrania oraz wyrabiał broń i ozdoby, by móc je później wymienić na nasiona do wysiewu na wiosnę. Nie było w tym jednak niczego pilnego i nagłego. Właśnie dlatego postanowili, że postarają się o kolejny składnik eliksiru, który wydawał się nie do zdobycia. Aby go pozyskać, Bronimir musiał przejść magiczny rytuał znany od pokoleń tylko i wyłącznie celtyckim druidom. Dąbrówka nie chciała narażać życia swojego przyjaciela, gdyż darzyła go ogromnym uczuciem. Bronimir jednak, wychowany na odważnego wojownika, nie zląkł się próby, jakiej musiał się podjąć i postanowił zdobyć istotny składnik. Mógł tego dokonać tylko w jeden sposób – jego duch musiał opuścić ciało i spotkać się z Widmowym Orszakiem. Niektórzy powiadają o nich Dziki Gon, inni mówią o Dzikich Zastępach, jednak nikt nie ma wątpliwości, że spotkanie ich na swojej drodze zwiastuje rychłą śmierć lub zbliżające się nieszczęście. Dziki Gon jest grupą wojowników poległych w ferworze walki, w pełnej chwale, lecz przed osiągnięciem swojego celu. Gdy wojownik o czystym sercu i odważnym duchu polegnie w bitwie, po jego duszę przychodzi rogaty bóg Weles, by zabrać go do Nawii, by tam trwał do końca czasu. Jednak, gdy duch jego cierpi z powodu niedokończonej sprawy, jedna z Rodzienic, czuwająca nad przyszłością, pojawia się u jego boku i daje mu wybór: powrotu do Nawii lub dołączenia do widmowych wojowników, przemierzających świat. Dziki Gon wędruje wraz z burzowym wiatrem, przekrzykując gromy niebios, a jedyną siłą, która potrafi stawić im czoła, jest pan niebios i błyskawic Perun. Dlatego Bronimir, by odnaleźć wojowników oraz przeżyć spotkanie z Widmowym Orszakiem, musiał sam stać się widmem. Do rytuału przygotowano łaźnię, tak by ciało było bezpieczne i duch swobodnie się wydostał. Wejście i kąty pod sufitem podwieszono bylicami, by złe duchy nie mogły się przedostać do środka. Bronimir położył się na klepisku wyściełanym witkami jarzębinowymi, przetkanym wrzosem, a do ręki włożono mu kostur zrobiony z drzewa czarnego bzu. W pięciu miejscach chaty rozstawiono misy, w których podpalono zioła, a ich woń sprawiała, że ciało wojownika powoli się rozluźniało. By dopełnić rytuału, musiał wypić miksturę z jesiennych kwiatów hyćki. Gdy mikstura rozchodziła się po jego organizmie, wypowiadano magiczne zaklęcia, przyzywające nieśmiertelnego ducha. Po chwili opuścił on ciało Bronimira i wyruszył w podróż…

Żar-ptak (Trzynasta noc)

DSC_0006

Foluszkowicze!
Wraz z nowym rokiem poznamy nowe przygody naszych bohaterów. Niedługo czeka nas też niewielki przeskok w czasie, nasza historia potoczy się nieco szybciej. Tymczasem jednak, po uczczeniu ponownych narodzin słowiańskiego stwórcy oraz po spisaniu przepowiedni, kolędnicy powrócili do Grodu, by obejrzeć ostatni spektakl przygotowany przez samych bogów. Bracia powrócą również do swoich obowiązków i podejmą dalsze próby odczarowania Dąbrówki.

Żar-ptak (Trzynasta noc)

Całe niebo wyglądało jakby płonęło. Oznaczało to zakończenie kolędowania i powrót bogów do swoich krain. Wieść o zwycięstwie naszego Pana, Stworzyciela Świętowita, była obwieszczana całemu światu przez posłańców. Owymi posłańcami były niezwykle potężne i piękne ogniste ptaki, które nazywano żar-ptakami. Nazywano je tak, gdyż ich głowy przyozdabiały korony z rubinów, pióra były zrobione ze szczerego złota (powiadają, że to dzięki spożywaniu złotych jabłek z królewskich sadów), a długi ogon, ciągnący się w przestworzach, palił się żywym ogniem. Wyglądały jak rozżarzone końce pochodni przesuwające się po niebie, a każde płonące pióro pozostawiało za sobą ognisty ślad. Tak oto w trzynastą noc zapłonęły całe przestworza, by obwieścić światu zwycięstwo nad Ciemnością. Pojawienie się żar-ptaków z posłaniem od bogów było niezwykle fortunnym wydarzeniem dla mieszkańców Grodu, gdyż pióro z ich ogona było ważnym składnikiem eliksiru odczyniającego klątwy.  Wiedząc, że czarownica może się nie zgodzić na zdjęcie czaru z Dąbrówki, druid postanowił skompletować składniki na uwarzenie takiegoż eliksiru. Jednak schwytanie boskiego posłańca wysoko na niebie wydawałoby się zadaniem niemożliwym do osiągnięcia przez prostego człowieka. Istniał jednak pewien sposób, aby pochwycić boską istotę – trzeba było złożyć jej dary na ołtarzu, na które składały się jagody, chleb i ser. Tak zwabione zwierzę, po zjedzeniu niecodziennej uczty, stawało się  ociężałe i wolniej reagowało na otaczający je świat. To pozwoliło Bronimirowi pochwycić jedno z piór. Pomimo bijącego od nich ognistego żaru, wojownik nie skaleczył sobie ręki – pióro od razu przestało płonąć. Tak oto zdobyto pierwszy składnik eliksiru. Jeszcze tego samego dnia Snowid wyruszył w podróż, by dowiedzieć się, czym zawiniła Dąbrówka i czy zasługiwała na taki los…

Siódmy dzień (czyli Widzenie Snowida)

31_12_2017_Nowy_Rok

Foluszkowicze!
Zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności. Niechże ten Nowy Rok okaże się dla  Was szczodrym i łaskawym we wszystkie wyżej wspomniane dary!

Czas przejścia starego roku do nowego jest czasem magicznym. Stykają się wówczas granice dwóch światów, a przeszłość miesza się z przyszłością. Szósta z trzynastu nocy po Szczodrych Godach jest niezwykła, gdyż to właśnie wtedy przepowiednie zsyła Śmierć i Czas, którzy sprawiają władzę nad wszystkim, co istnieje, również nad bogami…

Siódmy dzień (czyli Widzenie Snowida)

I ujrzał Snowid, w nocy dzielącej szósty i siódmy dzień, przepowiednie o samych bogach. Jego oczom ukazały się upadające pomniki i uciekające demony. Z zachodu nadciągała siła niepowstrzymana, która miała zalać wszystkie bory i jeziora. Była to siła tak ogromna, że zapowiadała zmierzch życia, które dotąd znali. Dzieci Roda wiedziały, że ma to nastąpić w siódmym pokoleniu i wiedzę swą miały gromadzić i przekazywać dalej, by nie została zapomniana. Była to pierwsza taka przepowiednia, którą ujrzeli widzący na wschodzie i zachodzie, na południu i północy. I wiedzieli już, że jest to ich przyszły los. Jednak nie była to jedyna wizja, która nawiedziła Snowida tej nocy. W nadchodzącym roku Gród miała odwiedzić Makosza, która dobrym słowem obdarowywała młode pary, co było zapowiedzią Swaćby, a tuż za jej orszakiem podążały Rodzienice, co zapowiadało narodziny. Ostatnia wizja dotyczyła przyszłości tak odległej, że Snowid nie był pewien, czy jest to prawda, czy może zbyt duża ilość miodu pitnego. Ujrzał on bowiem mężczyznę i kobietę w białych włosach, przemawiających do gromady dzieci. Gród wydawał się stać w tym samym miejscu, jednak był mniejszy o co najmniej jeden łan, a wielkości był może jednej morgi. Chat było niewiele, łaźni nie dało się dostrzec, ale stały tam posągi przedstawiające bogów i demony żyjące w okolicach. I ujrzał na koniec ucztę, na której wznoszono kufle i wołano głośno: “Chwała!”.

Szczodre Gody (albo Kolęda Zimowa)

15272061_1016985965114746_8500442923718224296_o

Foluszkowicze!
Niech Perunowe i Welesowe łaski spłyną na Wasze Rodziny i cały przybytek. Mamy nadzieję, że Świętowit, który zwyciężył nad ciemnością, doda Wam siły i witalności, by zmierzyć się z przeciwnościami losu, a ten przejściowy czas wypełni magią obfitości i dostatku.

Czy wiecie, że już nasi słowiańscy przodkowie kolędowali w okresie zimowym? Dwanaście dni, które rozpoczynają się pierwszego dnia świąt, są symbolicznym czasem, który reprezentuje dwanaście kolejnych miesięcy roku. W taki dwunastodniowy obchód wyruszyli również mieszkańcy grodu. Tworzyli oni orszak niesamowitych postaci, a dołączyli do nich sami bogowie. Zapis, na jaki trafiliśmy w kronice po raz pierwszy, jest zapisem z perspektywy uczestnika – naszego anonimowego kronikarza. Jest to niezwykły opis tego, z jakich osób składał się pochód i co one symbolizowały. Czy potraficie dostrzec echa dawnych tradycji w naszej dzisiejszej kolędzie?

Szczodre Gody (albo Kolęda Zimowa)

Nadeszło wreszcie długo oczekiwane święto, jakim jest ponowne narodzenie naszego Pana Świętowita, który zwyciężył ostatecznie nad Ciemnością. Rozpoczęło się dwanaście dni, podczas których będziemy obchodzić dwanaście okolicznych wiosek i razem z naszym orszakiem zaklinać, by przyszły rok był urodzajny i dostatni. Bronimir, gospodarz naszego grodu i najstarszy jego mieszkaniec, będzie niósł Gwiazdę – symbol ponownych narodzin naszego Stwórcy. Brat jego, Snowid, obdarzony darem widzenia, przekazywać będzie boską wolę i odczytywać z pogody, co nas czeka w przyszłym cyklu. Dąbrówka tego roku do nas przystała i pod postacią wilka będzie pilnować porządku i baczyć, by kolędników nic złego nie spotkało. Ja ubrany w szaty odświętne, będę zaklinać i darowane ofiary składać na ołtarzu, by bogowie nad nami czuwający, łaskawi i przychylni nam byli. Powitam również Pana Podziemi Welesa, który pieczę nad Nawią sprawuje, a który do nas dołączy. Będzie on poszukiwał zbłąkanych duchów i od ognisk je zabierze ze sobą. Przyprowadzi też dusze, które czekają, by do naszego świata się dostać. To on także z zaświatów swego Pana Świętowita odrodzonego wypuszcza, by znów mógł sprawować pieczę nad całym swym przybytkiem. Pan Podziemia wyruszy z orszakiem pod swą rogatą postacią, pod którą będzie widoczny dla wszystkich przyjmujących kolędę. Zaklinać on będzie bydło, by dobrze się chowało, a wojów walczących natchnie swą siłą. A ten, kogo ubodą welesowe rogi, może się spodziewać urodzaju.  Dołączy do niego także Perun, Pan błyskawic – sprawować on będzie sądy nad uczynkami gospodarzy i tym, którzy dobro czynili, obieca urodzaj, a tych, którzy zawinili, straszyć będzie swym piorunem. Do orszaku dołączą także trzy Rodzienice, wysłanniczki naszego Pana i opiekuna, Roda. Przepowiadać będą losy dzieciom i wieszczyć młodym kobietom, które z nich zdobędą rychło mężów, a które poczną synów i córki. Rozpoczęcie pochodu zaczynie się od zapalenia magicznego ognia, który podaruje nam Pan błyskawic. Rozpali on pierwsze ognisko, z którego żagiew nieść będziemy przez dwanaście dni i rozpalimy nią na nowo ogień w domach przyjmujących kolędę. Tak oto czcimy ponowne narodziny naszego Stworzyciela i niesiemy wieść o tym w naszym zimowym orszaku.