Jare Gody (pogrzeb bogów)

02_04_2018_Jare_gody

Foluszkowicze!
Nadeszła w końcu wiosna i dni stają się coraz dłuższe. Dla Słowian jest to czas niezwykłej radości i początek nowego roku. Jak go świętowali nasi przodkowie? Na pewno długo i hucznie, gdyż trzeba było wypędzić zimę i powitać wiosnę. Jak takie święto wyglądało kiedyś w grodzie? Dowiemy się z dzisiejszej opowieści, która przedstawi nam również co nieco o dawnych zwyczajach. Czy spodobał Wam się jakiś element tych zabaw, który byście przywrócili?

Jare Gody (pogrzeb bogów)

W grodzie wszystko budziło się do życia i powoli przygotowywano się do nadejścia wiosny. Szykowano się do pożegnania chłodów i powitania nowego życia. W noc poprzedzającą przesilenie wiosenne, urządzono pogrzeb bóstwa Jaryły i Marzanny. Zbudowano dwie wielkie tratwy, jak podczas pogrzebu wielkich wojowników, ponieważ Jaryło, pan urodzaju, jest również niepokonany w bojach. Zanim nadejdzie wiosna, umiera ze starości tylko po to, by narodzić się na nowo, jako młodzieniec o złotych włosach. Na tratwę jego złożono wieniec z suszonych ziół, białe płótno i wierzbowe witki. Obok niego spoczywa jego oblubienica, pani zimowa – Marzanna. Zostanie ona pożegnana z takimi samymi honorami, jak jej kochanek. Na jej tratwie ułożono splecione w warkocze kłosy, wieniec z suszonych ziół i ususzone rajskie jabłka.  Każdy mieszkaniec grodu i okolicznych wiosek mógł złożyć w ofierze własne dary, takie jak kasza, chleb, czy bukiety z suszonych ziół. Nawet grodowe demony przybyły, by złożyć hołd boskiej parze. Tratwy nasączone brzozowymi olejkami, wypchnęli odziani w wieńce na głowie i białe szaty Bronimir i Dąbrówka, którzy symbolicznie reprezentowali parę bóstw. Wychodząc z wody, przedstawiali symboliczny powrót z Nawii nowo narodzonego Jaryły i Dziewanny, która jest wiosennym wcieleniem zimowego bóstwa. Dookoła grodu rozpalono boskie ogniska, od których odpalono strzały, które Snowid wypuścił, podpalając tratwy, znajdujące się na środku jeziora. Gdy obie zapłonęły i zniknęły w wodnej toni, w grodzie rozpoczęto świętowanie. Mieszkańcy odziani w białe szaty, do których dołączyli osadnicy z okolicznych wiosek, tańczyli wokół boskich ognisk, wydając głośnie okrzyki i grając na piszczałkach witali nowy początek. Gdy rankiem zaczęło wschodzić słońce, następował czas oczekiwania na pierwszy wiosenny piorun, który miał być błogosławieństwem od Peruna i siłą zapładniającą ziemię.  Aby zadowolić niebiańskie bóstwo, młoda para, która reprezentowała nowych bogów, wydawała wielką ucztę. Stoły z jadłem i napitkiem wystawiano na podwórzu, gdzie każdy mógł się posilić i ugasić pragnienie. Główny pokarm stanowiła kasza i jajka, a do picia wystawiono najlepszy miód. W trakcie zabawy, w czasie której polewano się wodą i smagano wierzbowymi witkami, gród odwiedziły boskie wysłanniczki. Do uczty dołączyły Rodzienice, boginie z orszaku Roda, naszego pana i opiekuna. Przybyły one pod postaciami dziecka, młodej kobiety i staruszki. Każda z nich podeszła do Bronimira i Dąbrówki i wyszeptała do ucha im ich losy. W podzięce młoda para uwarzyła im kaszy z suszonymi owocami lasu. Po spożytym posiłku, powróciły do swego niebiańskiego królestwa, pozostawiając mieszkańców grodu przy zabawie.

Rytuał odczynienia (Przemiana Dąbrówki)

10_03_2018_Odczynienie

Foluszkowicze!
W Grodzie zapowiada się wiele zmian! Bronimir powrócił z wędrówki z Zaświatu, a Snowid z wieściami dotyczącymi losu Dąbrówki. Jak już wiemy, zostały zebrane wszystkie potrzebne składniki na odczyniający wszelakie uroki eliksir. Czy wiecie, dlaczego jedynym niemagicznym składnikiem eliksiru jest napar z sosny? Słowianie wierzyli, że drzewo to ma właściwości odbijające i odwracające uroki. Za jej pomocą wracały one do nikczemnego czarownika.

Rytuał odczynienia  (Przemiana Dąbrówki)

Gdy duch Bronimira powrócił z transu i rozjaśniła się jego świadomość, wojownik wyruszył samotnie do lasu, by przynieść druidowi kolejny składnik eliksiru. W tym czasie skryba przyrządzał napar z sosnowych igieł, kory i korzeni, który był ostatnim elementem potrzebnym przed rytuałem. Do grodu powrócił również Snowid, który opowiedział o tym, co go spotkało i czego się dowiedział. Zgodnie uznano, że Dąbrówka niesłusznie została ukarana i należy jej pomóc. Rytuał odczyniania nie należał do przyjemnych, gdyż ciało musiało oczyścić się ze złych mocy, tak jak oczyszczało się z ciężkiej choroby. Na miejsce rytuału wybrano plac w grodzie, na którym przygotowano krąg ze sztyletów, otoczony dodatkowo wieńcem uplecionym z witek jesionu i wilczego ziela. Następnie sporządzono eliksir, na który składało się pióro żar-ptaka, włos z końskiej grzywy Widmowego Rumaka oraz napar z sosny. Do dopełnienia eliksiru brakowało tylko wilkołaczej sierści z przemienionej Dąbrówki. Gdy nadeszła noc i księżyc jasno oświetlał gród swym blaskiem, wprowadzono wilkołaka do kręgu, który od tej pory był zdany na łaskę druida. Ten, w swych magicznych szatach koloru listowia, dokończył eliksir, dodając ostatni składnik i wypowiadając magiczne zaklęcia. Płyn koloru złotego został wlany do wilczej paszczy, a gdy ostatnia kropla została wylana, rozpoczęło się odczynianie. Działo się to nieopodal rozpalono ogniska, aby żadna nieczysta dusza nie weszła w przemieniające się ciało. Przygotowano również łaźnię na rytuał wzmacniający, gdzie czkała balia z kąpielą tymiankową i suszone igły sosny do stworzenia oparów wzmacniających. Dąbrówka krzyczała w wielkim bólu, gdy jej ciało przemieniało się i powracało do swojego ludzkiego kształtu, by pozostać już takie na zawsze. Gdy przemiana się zakończyła, druid od razu wiedział, że jego wysiłki nie poszły na marne, gdyż dziewczyna pozostała człowiekiem nawet przy blasku księżyca. Nie mogąc opuścić kręgu o własnych siłach, Bronimir zaniósł dziewczynę do kąpieli. Tam czekał już Bannik i wodne Rusałki, które miały jej pomóc. Po pewnym czasie nowo odczyniona wróciła do chaty o własnych siłach. Tam podano jej sytą kolację i położono do łóżka, przy którym stała gorąca woda z olejkami z bzu, tak by Dąbrówka mogła je wdychać i powrócić do pełni sił.

Wędrówka na zamek (Pierwsza podróż Snowida)

22_02_2018_Opowieść_Snowida

Foluszkowicze!
Dzisiaj na chwilę opuścimy teren Grodu i podążymy za Snowidem. Część jego podróżniczych zapisków została odnaleziona w jednym z dzbanów. Wyprawa, z której miał przywieźć wieści o Dąbrówce, jak się okazuje, nie była jedyną tego typu podróżą. Możemy przypuszczać, że w późniejszym czasie, gdy Gród się rozrósł i przybywało mu mieszkańców, Snowid stał się swego rodzaju posłem w spornych sprawach i odbył kilka podróży w imieniu swego brata. Do nich jednak powrócimy innym razem.

Wędrówka na zamek (Pierwsza podróż Snowida)

Zimny wiatr smagał wszystko dookoła i koń mój nie miał już sił wędrować. Gdy po trzech dniach wędrówki ujrzałem w dali wieżyce miasta, wiedziałem, że zbliżam się do celu. W napotkanych wioskach pytałem się o dziewczę przemienione w wilka, ale ludzie bali się o niej opowiadać, wierząc, że ześlą na siebie nieszczęście. Jedynie okoliczne driady i rusałki powiadały, że dowiem się więcej na zamku, gdzie mieszka jej rodzina. Wskazywały mi drogę za drobne dary i opowieści grodowe. Dowiedziałem się, że nasze poczynania znane są wśród nadnaturalnej społeczności w rozległych stronach. Wzbudzały one zainteresowanie wśród demonów i przestrach wśród mieszkańców innych siedlisk. Nie zniechęciło mnie to jednak i kierując się wskazówkami demonów rozdroży lub Dobrochoczego, udało mi się znaleźć to, czegom poszukiwał. Zbliża się zmierzch i mam do pokonania jeszcze kilka jezior, zanim dotrę do miejsca docelowego. Nie chcę męczyć Wędrowca, rozbiłem obóz na nocny odpoczynek i teraz oto spisuję dotychczasowe zdobyte wieści. Dowiedziałem się, że pierwsze wspomnienia o wilku pojawiły się zaraz po pogrzebie Jaryły [tj. ok 22 czerwca], ale nikt go jeszcze wówczas nie spotkał. Baby gadały, że gdy miesiąc świecił jasno na niebie, słychać było wilcze wycie, a psy robiły się niespokojne. W niektórych grodach mówiono mi o zagryzanych zwierzętach, ale ja mam wątpliwości, czy była to nasza wilczyca, czy inne dzikie zwierzęta robiły zapasy na zimę. Im bliżej rodzimego grodu Dąbrówki, tym mniej mówiono. Myślę, że to dwór zakazał roznosić wieści. Posłyszałem jednak od jednej z Szeptuch, że rodzina dziewczyny się jej wyrzekła i osądzono, że urodziła się półdemonem. Wynikało to z barwy jej oczu, jedno było niebieskie, a drugie zielone. Powiadają, że zielone należało od demonicznego rodzica. Nie dowiedziałem się jednak, który z rodziców miałby to być. Mam nadzieję dowiedzieć się więcej, gdy dotrę do już na miejsce.

Niezwykle nieprzyjemnym było spotkanie, na które udałem się tego ranka. Rodzina Dąbrówki zaproponowała mi zapłatę za jej stracenie i opowiadali, że nie była ich dzieckiem, tylko demonem. Odmówiłem i starałem dowiedzieć się czegoś od mieszkańców grodu, ale i na nich padł przestrach. Postanowiłem więc odnaleźć czarownicę. Okazało się, że została ona uwięziona za swój czyn, ale zważając na oskarżenia o demonicznej krwi dziewczyny, skazano ją na rok w ciemni i okaleczenie. Gdy wręczyłem złotą monetę strażnikowi, pozwolił mi się z nią zobaczyć. Czarownicy, bladolicej o ognistych włosach, wyłupiono oczy i nie podano nawet opaski. Miałem przy sobie czyste płótno w razie, gdybym odniósł rany, urwałem pas i nasączyłem naparem z tymianku, a następnie owiązałem jej twarz. Tak zdobyłem jej zaufanie. Z opowieści dziewczyny wynikało, że posiada dar widzenia i zna tajemne przepisy, ale nie rzuciła uroku na Dąbrówkę. Podejrzewała o to zazdrosną młodszą siostrę, która zakochała się w wybranku księżniczki, a którego teraz miała poślubić. Prawdziwość jej intencji potwierdził przepis, który mi podała na eliksir odczyniający, ten sam, który znał i nasz druid. Nie mogąc uczynić nic więcej, niż uczyniłem, zostawiłem biedaczce zapas czystego płótna i wywaru z tymianku. Nie czkając dłuże,j wyruszyłem w powrotną podróż do Grodu.

Wędrówka umarłych (Dziki Gon)

Kary2

Foluszkowicze!
Ostatnio dowiedzieliśmy się z kroniki co nieco o Dzikim Gonie. Czy wiecie jednak, co oznacza słowo „gon”? W naszym dawnym języku tak określano polowania, dlatego właśnie funkcjonuje też powszechna nazwa Dzikie Polowanie. A to dlaczego jest dzikie, przekonamy się w dzisiejszej opowieści, gdy Bronimir będzie musiał stawić czoła jeźdźcom, ukrytym wśród burzowych chmur.

Wędrówka umarłych (Dziki Gon)

I leżał on [Bronimir] trzy dni w bezruchu, a jego ciało zimne, jakby spoczywało poza łaźnią w śniegu. Dzień i noc czuwano przy nim, palono zioła i układano jarzębinowe wieńce, by żaden zły duch nie posiadł jego ziemskiej powłoki. Wówczas po trzecim dniu podniósł powieki i jego oczy znów zaświeciły blaskiem bogów. Przyrządzono naprędce kąpiel z naparem z tymianku, a jego suche listowie wraz z bazylią podpalano w misach, tak by oczyścić mu umysł i odpędzić duchy, które mogły za nim przywędrować. Wokół grodu wciąż paliły się ogniska, by i one przyciągały dusze zaświatowe. Bronimir nie pamiętał niczego z czasu, gdy był widmem, dlatego należało wprowadzić go w trans, by przywołać wspomnienia. Gdy zebrał już siły, ponownie położono go w łaźni, a wokół rozstawiono misy z suszonym anyżem, który podpalono. Wówczas rozpoczęto rytuał. Po krótkim czasie Bronimir przemówił tak, jakby obserwował od nowa wypadki z ostatnich trzech dni. „Gdy duch mój uniósł się znad ciała, ujrzałem zupełnie nowy świat. Zobaczyłem, jak dusze umarłych wędrują po nim i rozglądają się wokoło siebie rozbieganym wzrokiem, jakby nie wiedziały, że umarły. Pomiędzy nimi przemykały  zjawy, upiory, ale i demony, które spotykałem wśród żywych. Gdy jakiś duch mnie dostrzegł i chciał zaatakować, używałem swego kostura, który w Zaświecie jest równie skuteczny, co żelazo. Dopiero po chwili przypomniałem sobie mój żywot i rady, jak odnaleźć Wiecznych Łowców. Dopomóc miał mi Auk, posłaniec wielkiego demona Leszego, który potrafi zamienić się w pędzący wiatr. Aby się z nim spotkać, powędrowałem w stronę leża opiekuna lasu. Spał on pod postacią potężnego niedźwiedzia, jednak, gdy tylko posłyszał moje kroki, podniósł się i na moich oczach przemienił w potężnego pana Boru. Jeszcze nigdy nie było mi dane zobaczyć takiej przemiany. Potężny demon wiedział, w jakiej sprawie przybyłem, gdyż moi towarzysze z grodu składali mu ofiarę w tej intencji. Dlatego, gdy tylko mnie ujrzał, przywołał swego sługę Auka, który pod swoją prawdziwą postacią nie jest widoczny dla śmiertelnego oka. Będąc jednak umarłym, potrafiłem dostrzec, że wygląda jak wiatr. Mój duch wydawał się niezwykle lekki, gdyż Auk, powietrzny sługa,  mnie pochwycił niczym piórko i zabrał do niebiańskiego królestwa. Nie trzeba było też długo czekać, by zjawiły się burzowe chmury, co oznaczało, że wrzucono liście paproci do jednego z ognisk. I znów ujrzałem rzeczy, których śmiertelnikom ujrzeć nie wolno. Wśród kłębiących się chmur, galopowały kare rumaki, które przewyższały wielkością chaty grodu, a pod ich kopytami, z których wydobywały się iskry, biegały ogary wielkości niedźwiedzi. Ich warkot mieszał się z odgłosami gromów. I wówczas ujrzałem jeźdźców, których ciała gniły, nadając czarno siny odcień skórze, a w miejscach oczu ziały czarne otchłanie. Mimo to jeden z nich mnie spostrzegł i wyciągnął szarą dłoń w moim kierunku. Wyciągnąłem kostur, by zadać cios, jednak przeniknął on przez jeźdźca jak przez mgłę i zostałem pochwycony. Gdy dosiadałem rumaka, trzymałem się mocno jego grzywy i wpatrywałem w przestrzeń, zapominając o swoich powinnościach. Od teraz miałem zadanie, którego nikt nie mógł przerwać, gdyż zburzyłoby to porządek świata. I tak, nieświadom co się wydarzyło, przemierzałem przestworza z Dzikimi Jeźdźcami prawie przez rok. Gdy zbliżała się rocznica mojego odejścia w Zaświat, zostaliśmy zatrzymani przez władcę podniebnego królestwa, pana gromowładnego Peruna. Dostrzegł mnie pośród Widmowego Orszaku i wówczas sprowadził na mnie potężną błyskawicę, która strąciła mnie z mojego rumaka. Spadając ku ziemi, przypomniało mi się wszystko to, o czym zapomniałem podczas mej wędrówki i zląkłem się, że tak dużo czasu upłynęło od mojego odejścia. Gdy dostrzegłem znajomy bór, wyleciał z niego Auk i pochwycił mnie w swoje ramiona, tak by duch mój nie został uszkodzony. Ze stopami na ziemi spojrzałem na swoje dłonie i złożyłem dzięki naszemu Panu, że udało mi się spełnić zadanie i pozyskałem włosy z końskiej grzywy Widmowego Rumaka. Zawinąłem je w liść dębowy i zakopałem w miejscu, które dobrze znałem. Po tym pozostało mi jedynie spalić, w ogniu płonącym przed grodem, wrzos o białych kwiatach. Tak powróciłem do żywych”.